definicyjnie

pies

Jako, ze dawno mnie tu nie bylo, a mozna by rzec „u siebie”,  postanowilem napisac troche inaczej niz zwykle. Po pierwsze nie ma i nie bedzie polskich znakow. Tak sie ulozylo, ze ich nie mam, a z grzecznosci nie bede komus mieszal na kompie. Ale dzisiaj ludziska sa tak sprytni, ze i z rysunkami by sobie poradzili. Po drugie jednakze i najwazniejsze… wiec pisze.

Postaram sie przedstawic „definicje” vagabundoga. Tak sadze, na obecna chwile przynajmniej.

Gdy czlowiek znajdzie sie w pewnym miejscu o pewnym czasie, ma z reguly sposobnosc trzezwiejszego spojrzenia na caloksztal, odwaze sie rzec – calotworczosci. Przynajmniej dotychczasowej. Mysle, ze pies ma tak samo. Jak i kazdy szympans, orzelek… a moze i komarzysko. W obu przypadkach, mam na mysli czlowieka i psa – reszte wymienionego towarzystwa zostawiam sobie samym.
W zyciu sa mniej lub bardziej decydujace chwile. Skupialbym sie na tych bardziej. Wiadomym jest zapewne dla kazdego, ze miejsce, jego otoczenie i ogolny klimat ma szczegolna wartosc. A jesli pokrywa sie odpowiednio przyjetym klimatem do innych wplywow zyciowych… wtedy jest pieknie. Towarzystwo do przezyc odgrywa ogromna role. Te zwierzece nad wyraz uczciwa. Musze nadmienic, ze w ludzkiej wersji uczciwosc bywa niekiedy bolesniejsza od mocnej sciemy czyli tchorzostwa. Wiec gdy czlowiek ma juz okazje tego zaznac, to niech lepiej nie mysli. Prawdziwiej jest odczuwac, zupelnie jak pies, ktory nie tylko lepiej czuje (z powonienia), ale i lepiej odczuwa (z ducha). Ale to nie jest takie proste jak sie okazuje. Trudno jest czlowiekowi nie myslec… i tu nastepuje konkretny spadek z piedestalu na ryj.

Na ratunek przyjdzie wtedy jakis pies. W sumie nie jakis, to musi byc odpowiedni pies – z taka, a nie inna historia. Taki w miare sklasyfikowany. Tak czy inaczej gdy przyjdzie to ukaze nam wiele istotnych zjawisk w zyciu, jesli mu na to pozwolimy i zechcemy obserwowac. Nie oceniac, nie analizowac – jeszcze nie. Da sie zaobserwowac okiem, w szatach czy bez, ze taki pies okaze bezwzgledne zaufanie. Mimo wolnego ducha i lojalnosc bo to jednak domowy pies, choc niekiedy nie.

Nad psem zawsze drepcze jakis zagubiony los, mniej lub bardziej odnaleziony, na dluzej badz na krocej. Los ten ma wplyw na psa, ten niby ma wplyw na los, ale to nieprawda. Pies po prostu dostosowuje sie jak umie do losu. Natura. Na szczescie w miare mozliwosci moze wybierac. Stara sie przy tym wykorzystac kazda przypisana mu sekunde… i wykorzystuje ja.

Obserwujac dalej, jak byk widac, ze ma to wplyw na zaufanie i lojalnosc. Jesli odpowiednio do tych odczuc podejdziemy to te powinny wzrastac, a jesli podejdziemy zle, to poleca na leb-szyje lub co najmniej ponownie na ryj. Tego ostatniego bysmy nie chcieli. Wtedy zaczynaja sie ucieczki, zeby, lekcewazenie – krotko mowiac nieposluch. Tylko pytanie czy posluch jest czyms odpowiednim? Posluch jest stanem umyslu, forma przyjeta za sluszna, ktora to w rzeczywistosci przeczy prawom natury – uczuciom. Wiec przyjecie jej za niesluszna powinno wydawac sie blizsze prawdy.

Czy zatem nieposluch nie powinien byc akceptowany? Uwazam, ze tak – w odpowiedniej ilosci. Sa przeciez pewne zasady nawet wsrod psow. Choc, nie. Nawet wsrod ludzi. U psow to normalne i naturalne, a z natura nie warto walczyc. Z gory kazdy jest skazany na porazke. Mam na mysli tutaj wszelkie towarzystwo, od ludziskow az po mrowki. Gdy taki los, skubany los z czyms przydrepcze, to pies czmycha i probuje wykorzystac kazda sekunde. Wtedy sie rozgrywa: dobrze-zle; krotko-dlugo; na smierc-na zycie; pieknie-obrzydliwie… zalezy co los przyniesie. Uczucia i ich odczucia sie wahaja, pies w sumie wraca. Ale pozniej… gdy znowu ten los cos przynosi, pies ponownie ucieka lub nie. Na dluzej lub krocej, bardziej lub mniej. W gruncie rzeczy pies korzysta z tego co dla niego najlepsze. Czy powinno sie obawiac, ze pies nie wroci? Owszem, wszystko zalezy jak obserwowalismy i jak odczuwalismy. A czy pies pozostanie oddany losowi? Rowniez zalezne. Czy powinnismy sie martwic? Nie, jesli pies jest odpowiedni i nie bedzie sie obawial “w pojedynke”.

W pelnej podstawie, tej czystej i naturalnej pies ma swoja wlasna sciezke, ktora obok, my – ludzie tez pojdziemy, albo wybierzemy tylko swoja. Niekiedy liczac, ze pies pojdzie za nami. Ale co, gdy rzeczywiscie pojdziemy swoja, a pies nie wraca? Wtedy na pewno trzeba isc wlasna sciezka, slady pozostana. Nad glowami wciaz drepcze los. Pies gdzies tam biega… moze to my mamy wrocic? Moze inny pies, inny czlowiek, gdzies po drodze… to trzeba poczuc i odczuc.

Z powazaniem

vagabundog

Kategoria: O nas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>