K-lifa serducho i Jamnika ucho…

_DSF0299_2… co mają ze sobą wspólnego?
Zacznijmy od tego, że należy zwracać uwagę na to jakie warunki do biegania na danej posesji ma dany pies. Również należy zwracać uwagę na to, gdy idąc z psem ulicą, chodnikiem, mijając różne posesje, na których biegają i ujadają wszelkiej maści i natury psy, koty, konie i inne myszołowy… idąc tak nie podpuszczać tych zwierzaków do zachowań szaleńczych. A powiem szczerze, że wielu jest debili (czyt. ludzi), którzy mają frajdę z podpuszczania od zewnątrz swoich zwierząt względem tych na posesjach. Czekam na spotkanie takiego by móc… nieważne.
Wracając do tematu.
Dzisiaj z K-lifem byliśmy w „Legwecie” (można tak odmienić?) na kontrolnym badaniu. Było to echo serducha… echo serducha… ducha… ucha… ucha, właśnie ucha – jamnika ucha.
A było to tak…
Po wizycie w klinice, idąc z powrotem do domu mijało się dom za domem, posesję za posesją, psa za psem. K-lif nie miał zbytniej ochoty na kontrowersje z psiakami ujadającymi zza ogrodzeń – dość parno i duszno, po co tracić energię – słusznie. Tak więc spacer przebiegał spokojnie. Jednak mimo tego spokoju spotkało nas jednak coś nieprzyjemnego po drodze.
Dochodząc do pewnej posesji, na jej terenie biegały dwa psiaki. Jeden to Golden Retriever, drugi to mały Jamnik krótkowłosy. Swoją drogą – są duże jamniki? Retrieverek to szaleniec jakiś był, szczekał i wył. Jamnik tylko mu akompaniował. Wtem! Akompaniament Jamnika przeobraził się w jeden wielki skowyt.
Gdy się odwróciłem zobaczyłem biedaka nadzianego uchem na pręt od siatki ogrodzeniowej, takiej klasycznej – drucianej. Szarpał się i skomlał. Długa do niego z powrotem. Drut wlazł mu dobre półtora centymetra, do tego wygięty o 90 stopni w środku. Na szczęście nie wyglądało to tak by wszedł mu w ucho do kanału poziomego, a jedynie tak wygięty siedział mu zaraz za mięśniem, jednak głęboko.
Jamnik wił się jak szalony. Retriever jeszcze bardziej szalał mając przed sobą K-lifa. K-lif natomiast, jak przystało na dobrego pobratymca interesował się Jamnikiem, cicho i spokojnie – Retrievera olał. Sam nie bacząc na pysk „złotego” przytrzymywałem głowę Jamnika tak, by pręt nie wbił mu się głębiej i nie podrażniał go jeszcze bardziej. Próba wysunięcia drutu z ucha póki co była niemożliwa. W końcu pojawił się właściciel.
– Co się stało?!
– Pana Jamnik nadział się uchem na pręt!
– O cholera!
– Pan zabierze tego większego!
Zabrał go. Jamnik się uspokoił, póki trzymałem mu głowę w jednej pozycji. K-lif z pyskiem przy nim patrzył mu w oczy i obwąchiwał. Jamnik patrzył w oczy K-lifowi – bez kitu, to go uspokajało – dogoterapia wśród psów.
Za chwilę przyleciał syn właściciela. Powiedziałem, że jest problem z wyjęciem drutu, niech przyniesie cęgi jakieś, trzeba odciąć od całej siatki. Poleciał. I przyniósł – cążki. Za chwilę i ojciec przybiegł dodatkowo z kombinerkami. Pręt gruby, cążki i ostrze kombinerek miażdżyły, nie cięły.
W końcu powiedziałem chłopakowi by trzymał Jamnikowi głowę tak jak teraz. Spróbowałem powoli wysunąć drut z ucha. Jak on tam wlazł nie mam pojęcia, by go wyciągnąć należało tak go wysuwać by odginać zarazem. Ale się udało.
– Pierwsze co, to mu odkaźcie – powiedziałem – i skoczcie do jakiegoś weta. Upewnijcie się, że nic sobie nie uszkodził.
– Jasne, że tak. Dziękujemy.
Jamnik w tym czasie, naprawdę szczęśliwy, gdy odchodziłem z K-lifem, poleciał wzdłuż ogrodzenia i do K-lifa zaczął skomleć (już nie szczekać). On naprawdę był wdzięczny – jemu. Smilie: :)
Z K-lifa byłem dumny. Nie szalał jak Retriever, mimo że tamten to robił. Naprawdę chciał uspokoić Jamnika. Sam osobiście byłem też zadowolony z siebie (nie ukrywam), że tam byłem i pomogłem. Nie wiadomo czy by sobie nie wyszarpał kawałka ucha, czy by sobie nie wbił głębiej drutu i nie uszkodził ucha na amen. Miło też, że ludzie od Jamnika byli wdzięczni. To byli dobrzy właściciele, choć takiej sytuacji nie przewidzieli.
Ci co mają kiepskie ogrodzenia na posesjach – naprawcie je by Wasz psiak nic sobie nie uszkodził. Taką robotę mają teraz właściciele napotkanej posesji. A przecież można było takie coś przewidzieć.
Tak czy inaczej – dobre K-lifa serducho i uratowane Jamnika ucho – ciekawy początek dnia.

Pozdrawiamy
Ekipa Vagabundog

Kategoria: Spacerniaki

4 Responses to K-lifa serducho i Jamnika ucho…

  1. Niestety czasem ogrodzenia są zaniedbane lub od początku nie przystosowane dla psów. Właścicielom brak wyobraźni lub na prawdę niektóre sytuacje trudno przewidzieć. Kiedyś też z żoną ratowaliśmy psa, który zaczepił się za kolczatkę na ogrodzeniu.

      vagabundog says:

      Niestety tak jak piszesz. Ale sądzę, że jeśli człowiek poświęci parę chwil na analizę „co ma” i „jakie to ma”, to byłby w stanie „coś z tym zrobić”. Smilie: :)

  2. K-lif to strasznie mądry pies i zdziwiłbym się gdyby zachował się inaczej Smilie: ;)
    Dobrze że to wy akurat wtedy przechodziliście.

      vagabundog says:

      Tak, K-lif to mądry pies. Smilie: :)
      Dobrze i niedobrze, wszak to K-lif wzbudził w tamtych jegomościach takie szaleństwo. Ale gdyby nie ten fakt to właściciele zapewne nie zajęliby się ogrodzeniem. Szczęście w nieszczęściu. Smilie: :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>