Beskid Śląski – czerwiec 2013 r.

widok z czantoriiJak pisałem wcześniej planowana wyprawa ku morzu naszemu – Bałtykiem zwanemu – uległa zawieszeniu. Jednym z powodów tegoż zawieszenia był fakt zaplanowanego przy drugim biurku, wyruszenia na zgoła inną wyprawę, w zupełnie przeciwnym kierunku – na południe, w Beskid Śląski.
Tak w ogóle to zastanawiałem się czy wypad ten podciągnąć pod grupę „wypraw”. Zdecydowałem, że tak – gdyż prędzej pod tą kategorię to podchodzi niż pod spacer.

Na decyzję wyjazdu właśnie tam, właśnie teraz składa się kilka niepodważalnych faktów:
– na wyjazd w góry zawsze jest dobra pora;
– wyjazd ten związany jest ze spotkaniem koleżeńskim z użytkownikami forum „bezodpoczynku.pl”;
– jest to dobra okazja na pewien rekonesans, który związany jest z pewnymi planami, których zdradzić obecnie nie mogę;
– i przede wszystkim niech K-lif pozna trochę gór, które ja już znam, a które mają coś istotnego w moim życiu.

Mógłbym znaleźć jeszcze kilka powodów ale nie ma takiej potrzeby, te cztery w zupełności wystarczą.

Wyjazd zaplanowany jest na piątek, o samym świcie. Hmm – „o samym” brzmi jak „Osama” – też ładnie. Najpierw wspólnie z kolegą pojedziemy samochodem, zgarniając po drodze jeszcze dwóch innych kolegów. Wspólnie już, przed południem planujemy znaleźć się w Katowicach, gdzie kolejny kolega przywita nas serdecznie i przedstawi nam plan marszu. Ten rozpocznie się zapewne w Węgierskiej Górce – a jakże! Spodziewamy się również spotkać tam dodatkowo innych kolegów i koleżanki, którzy wspólnie z nami będą cieszyć się z zaplanowanego marszu po nierównościach Beskidu. I „płakać” jeśli będzie ciężko.

Poza samym maszerowaniem czeka nas oczywiście obozowanie, przy tym obozowaniu same przyjemne prace związane właśnie z tym obozowaniem. A dodatkowo, być może, jak wszytko dobrze pójdzie, wraz z K-lifem wyprodukujemy swój pierwszy, własnoręcznie robiony… uwaga! Nie, nie mogę napisać co. To będzie taka niewiadoma, aż do odpowiedniego wpisu. Coś na zasadzie odcinków w super-serialach. Jako zapowiedź napiszę tylko, że będzie to… coś.

Póki co kończę ten wpis nijaki, by móc się dalej przygotowywać do wyjazdu, w trakcie którego wpisy będą miejmy nadzieję coraz bardziej „jakieś”. A do kiedy potrwa ten marsz? Moje pojęcie na ten temat jest tak blade jak ciało Lenina. Okaże się w praniu.

Pozdrawiamy
Ekipa Vagabundog

Kategoria: Beskid Śląski - czerwiec 2013 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>