Na farmie z Grenlandami

DSCF4473Witam serdecznie. Nawet bardzo serdecznie i z lekkim ukłonem ku tym, którzy czekając na kolejne wpisy nie mogli się ich doczekać od przeszło dwóch miesięcy. Wpisy się nie pojawiały gdyż pisać nie było o czym… a teraz jest.
Poza dwoma filmikami, które ostatnio umieściłem, ostatni wpis dotyczył sytuacji gdy wraz z K-lifem zatrzymaliśmy się w Narviku. Spędziliśmy tam ponad dwa tygodnie ze względu na ofertę pracy jaką tam otrzymałem.
Napiszę krótko. Praca była, pieniędzy nie było, należało ruszać dalej. Odpuściłem sobie dalszą drogę na północ. Zima się zaczęła, pieniądze (wcześniej zarobione) się kończyły… po trupach do celu? By samym przerobić się na trupy? Nie… naszła mnie potrzeba powrotu do kraju. I wróciliśmy. Ponownie autobusami i pociągami do Oslo. Tam dzięki pomocy znajomych (będąc bez chajsu) miałem nocleg na ponad tydzień, jedzenie również i końcowo transport pod samą granicę polsko-niemiecką.
Ponownie wielce Wam dziękuję, wszystkim tym, którzy serdecznie nas ugościli i nie dali tak łatwo zginąć na norweskiej ziemi. Smilie: :)Dzięki: Graża, Tamas, Piotr, Waldek, Falko, Françoise, Marina i Javier… i wszyscy inni.

DSCF4464 DSCF4466 DSCF4474 DSCF4481 DSCF4484 DSCF4488 DSCF4490 DSCF4494 DSCF4497 DSCF4503 DSCF4504 DSCF4507 DSCF4510

Później nastąpiły szybkie dwa miesiące „regeneracji” w Polsce. Ot ludzkie poczynania, to tu, to tam. Nic wielkiego i istotnego.
Ale, co najważniejsze, jeszcze będąc w Oslo, dwoje przesympatycznych ludzi – Marina i Javier, para z Hiszpanii – uraczyli mnie informacją, która spowodowała jedno. Mój pobyt w Norge zrealizowany został w 100%. Dostałem namiar do osoby, która prowadzi farmę Grenlandów. Osoba ta jest sama, potrzebuje kogoś do pomocy, a ja jestem idealnym dla niej człowiekiem. To miało się dopiero okazać.
Planów jednak nie zmieniałem. Najpierw powrót do kraju. I zaraz po powrocie, wymieniłem się kilkoma zdaniami z właścicielką farmy za pośrednictwem nader popularnego i kiczowatego portalu społecznościowego. Ustaliliśmy, iż po takim a takim okresie zawitam na farmie. Okres ten przypadł na przełomie grudnia i stycznia.

I tu się zaczęło. Jako, że podróże nie tylko kształcą ale i kosztują musiałem podjąć z początkiem trudną decyzję. Szybki przelot samolotem – oczywiście bez K-lifa.
Nie toleruję przewozu psów (w ogóle zwierząt) samolotami. Wiem, że są osobniki, dla których to żaden problem ale w większości jak dla mnie nie jest i nie będzie to zdrowe.
Psy przewodniki i te do ośmiu kilogramów masy mogą podróżować w kabinie. Większe w luku bagażowym, w klatce. W samej kabinie za cicho to nie jest, a co mówić w luku. Poza tym ciągła zmiana ciśnień. Dla mnie zbędny i niewskazany stres dla zwierzaka.
Tak więc ja lecę, zbadam grunt (jak najszybciej) i coś wymyślę by K-lifa ściągnąć do siebie – drogą lądowo-morską. K-lif został w dobrym miejscu, u moich rodziców (dzięki za opiekę) i mógł tam jeszcze sobie pobyć. Ale, to było nasze pierwsze rozstanie… plan zakładał 2-3 tygodnie na mój pobyt w pojedynkę. Jednak jestem jaki jestem – wytrzymałem 1,5 tygodnia.

DSCF4615Farma znajduje się na południu Norwegii, jakieś 120 km na północ od Oslo. Prowadzi ją Katinka Mossin, przesympatyczna osoba, maszerka zarazem, która ma w swoim dorobku niemałe osiągnięcia, jak na przykład wyprawę psim zaprzęgiem po Grenlandii na dystansie 600 km. Oczywiście latem, kiedy jest cieplej i temperatura nie spada poniżej -25 stopni Celsujsza. Smilie: :)

DSCF4636Na farmie jest ponad 60 Grenlandów i dodatkowo, herszt bandy o imieniu Ranco, rasy Norsk Lundehund (pies na ptactwo, pochądzący z Lofotów). Początki dal mnie były… z jednej strony wyśmienite. Wreszcie dotarłem na farmę, rozpocząłem pracę z psami zaprzęgowymi i samą praktykę w temacie. Z drugiej strony było lipnie bo bez K-lifa. A jaki ma sens praca na farmie be niego? Dlatego też wytrzymałem jedynie 1,5 tygodnia bez niego, o te półtora tygodnia za długo. Rozstałem się z nim pierwszy i ostatni raz.
Nastąpiła kolejna decyzja. Jadę po K-lifa. Były plany, iż ktoś mi go po prostu dowiezie, jednak koleje losu spowodowały, że sam po niego podlecę (latanie pasażerskimi jest do d…Smilie: ;) i wraz z nim wrócę na farmę drogą lądowo-morską.

DSCF4633Tak też się stało.
Cała podróż zajęła nam ponad dwie doby. Najpierw pociągiem z Warszawy do Świnoujścia, następnie prom do Ystad, pociąg do Malmö, kolejny do Göteborg’a, stamtąd następnym pociągiem do Oslo i ostatni do celu podróży. Przerwy między połączeniami były mniejsze lub większe. Najdłuższa przerwa zastała nas w Göteborg’u. Tam spędziliśmy kilka godzin na dworcu. W tym czasie nastąpiło ciekawe zdarzenie. Smilie: :)
Podszedłem do sklepu celem nabycia butelki wody. K-lif został przy wejściu, podczepiony do plecaka (ten swoje ważył). Mimo to, zaraz po wejściu do sklepu usłyszałem za sobą wołanie. Patrzę… policja nawołuje mnie do psa, bo ten jakoś się wyplątał „z plecaka” i podszedł na obwąchanie do jamniczka wędrującego ze starszą panią. Policjantka pyta mnie cóż to za pies (w sensie jakiś Pitbull, tak?) i czy mam nad nim kontrolę. Odpowiadam, iż jest to K-lif, miksik boksera zaledwie i kontrolę nad nim mam wyśmienitą. Natomiast teraz podszedł sobie do jamniczka po prostu pogadać, tak jak my teraz gadamy. Pani od jamniczka mówi, że jej pupil ma już 14 lat. Pogratulowałem i dalej rozmawiam z policjantką. Odpowiadając na jej pytania obdarzyłem ją informacjami skąd jesteśmy, dokąd zmierzamy i w ogóle po co to. Po przedstawieniu naszego celu podróży pani policjantka zaczęła patrzeć bardziej ufnym okiem na nas i życząc nam powodzenia odeszła w nieznanym kierunku. Więcej jej nie widziałem. Natomiast od tej chwili po dworcu rozpoczął się spacer dwóch osób, kobiety i mężczyzny, którzy jak dla mnie byli nikim innym jak policją po cywilu. Obok nich kroczyły dwa dostojne Dogo Canario. Może tylko mi się zdawało, ale przed spotkaniem z policjantką nie było ich. A zachowanie tajniaków jest dla mnie ewidentne, wszak z Polski jestem.
Opuściliśmy Göteborg bezproblemowo i dotarliśmy do Oslo. Oczywiście mieliśmy po przekroczeniu granicy kontrolę. Ta obyła się bezproblemowo (zainteresowanie rasą było, a i owszem… oni mają tutaj naprawdę niezłą paranoję z tymi rasami) i koniec końców, po ostatniej przesiadce dotarliśmy na farmę. Było to nocą, początek trzeciej doby podróży. Mimo to wciąż uważam iż latanie jest złe dla zwierzaków, istnieje tylko dla wygody ludzkiej gawiedzi.

DSCF4628A jak wygląda życie na farmie? Bardzo fajnie. Smilie: :)
Rano, około 9:00 rozpoczyna się sprzątanie boksów i przygotowywanie pierwszego posiłku dla psiaków. Trwa to do około południa. Następnie ludzka część społeczeństwa urządza sobie mały odpoczynek. W następnej kolejności, gdy pogoda pozwoli można urządzić trening/i da psów. Pogoda tej zimy jest dość dowcipna i ta zima wcale się nie spieszyła z nadejściem. To spowodowało, że treningów z wiele na razie nie było. Ale od kilu dni mamy już porządną, zimową pogodę, to jest: -10 średnio i codzienne opady śniegu. Jeśli nie jutro to lada chwila rozpoczną się treningi. Będą wpisy z ich przebiegu. Smilie: :)
Psiaki oczywiście muszą wyładować energię i trochę pobiegać więc niekiedy wypuszcza się je na podwórku by poszalały lub robi się po prostu spacer do lasu.
A przyznać muszę, że lasy są tu naprawdę ładne, góry (do 600 m n.p.m.), łąki itp. również.
Dzień kończy się oczywiście wieczorem, około 21:00 – po kolejnym karmieniu.

DSCF4559 DSCF4562 DSCF4564 DSCF4573 DSCF4622 DSCF4629 DSCF4644 DSCF4647 DSCF4650 DSCF4651 DSCF4656Cóż… tak więc jesteśmy na farmie. K-lif adaptuje się powoli ale skutecznie. Jestem z niego bardzo dumny bo naprawdę ze stoickim spokojem i bez wariactwa akceptuje wokół siebie grupę ponad 60 psiaków, które temperamentem nie grzeszą. Smilie: :)

DSCF4665Trochę lakoniczny ten wpis… wyszedłem z wprawy. Jednak niebawem wrócę do formy i będę mógł jaśniej i treściwiej opisać życie me i K-lifa wśród Grenlandów. Smilie: :)

Z pozdrowieniami
Ekipa Vagabundog

Kategoria: Na farmie z Grenlandami, Wyprawy

5 Responses to Na farmie z Grenlandami

  1. Jesteście niesamowici! Wspaniale, po prostu wspaniale! Trzymam kciuki, żeby Wam tam wszystko się dobrze układało.

  2. Długo czekaliśmy na kolejne relacje, ale widzę, że było warto Smilie: ;)
    Nie mogę sobie wyobrazić Waszej 1.5-tygodniowej rozłąki. Pamiętam, jak K-lif Cię szukał w Beskidach gdy oddalałeś się raptem na kilkanaście minut…

      vagabundog says:

      Witaj Dawid Smilie: :)
      Tobie brakowało wpisów, a tutaj Twoich komentarzy. Smilie: :)
      Tak, rozłąka była niełatwa… być może trudnejsza dla mnie niż dla K-lifa. Tak czy inaczej jesteśmy razem i jest fajnie. Teraz też się za mną rozgląda jak gdzieś odchodzę ale muszę przynać, że z coraz mniejszym przerażeniem. Smilie: :)

Odpowiedz na „vagabundogAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>