Dni I, II i III

image

Witajcie. Przepraszam, że wpis wykonuję dopiero teraz. Niestety problemy z zasięgiem nie pozwoliły mi wpisać czegokolwiek wcześniej. Postaram się w miarę schludnie opisać minione dni. Mogą występować błędy stylistyczne i inne gdyż piszę na szybko. A czas goni. A więc tak to leciało, a raczej szło.

image

Dzień I
Zaczęło się nieciekawie. Pociąg do Częstochowy przyjechał z ponad godzinnym opóźnieniem. To spowodowało lekki obsów w wymarszu. Z Kają i Polą (siostrą Kaji) wyruszyliśmy spod dworca o 12:00. Start spod Jasnej Góry odpóściliśmy. Trochę pokluczyliśmy po mieście nim z niego na dobre wyszliśmy. Nie szło się lekko, jakoś odśnieżanie w Częstochowie nie należy do podstawowych czynności. Chodniki również bardzo ubogie. No ale w końcu się udało. Wyszliśmy na szlak olsztyński. W lesie nie łatwiej, śnieg mokry i głęboki. Po paru kilometrach zrobiliśmy postój na jedzenie. Godzina była dość późna więc postanowiiśmy na dzisiaj przerwać marsz i rozbić obóz. K-alif również nie wykazywał chęci by iść dalej. Trochę marszu, wcześniej podróż zrobiły swoje. Wśród młodych drzew wybrliśmy odpowiednie miejsce i rozbiliśmy obóz. Dużo przy tym roboty, odgarnięcie śniegu, zebranie i porąbanie drewna na ognisko, wszystko mokre – ogólnie sporo energii do wyłożenia. Po tych wszystkich robotach zjedliśmy, podsuszyliśmy buty i skarpety (dość mocno przemoczone) i poszliśmy spać.

image

image

Dzień II
Wcześnie, zimno, mokro. A tu nawet do Olsztyna nie doszliśmy. Szybka herbata, małe śniadanie i w drogę. Zwinięcie obozu też zajęło trochę czasu, no ale ruszyliśmy. Szlaki nie przetarte, śnieg wciąż mokry i głęboki‚ pochmurno i zimno. Plecak też daje o sobie znać. Już wiem, że pierwszych odcinków nie pokonam takich jak planowałem. Mam tylko nadzieję, że pogoda zacznie się poprawiać i nadrobię to w dalszej części marszu.
Do Olsztyna (w okolice zamku) doszliśmy trochę od d… strony, bo od południa. Także dodatkowo sknociliśmy dystans dodając sobie zbędnych kilometrów. Zmęczenie, zimno i nie do końca aktualna mapa robią swoje. Poid sam zamek nie szliśmy, znów szkoda czasu. Wróciliśmy na szlak kierując się już na konkretny, czyli „Orlich Gniazd”. Znowu dzień zaczynał się robić późny, wię pora na obóz. Tym razem zagnieździliśmy się po nawisem skalnym, oblepiliśmy jamę od zewnątrz murem ze śniegu i rozwiesiliśmy tropic od namiotu by uchroniło to nas od wiatru. Wewnątrz gleba była sucha co znacznie zwiększało komfort. Obyło się też bez ogniska. Jedynie na palnikach przygotowaliśmy posiłki. Wszyscy zjedliśmy i dość wcześnie poszliśmy spać. Buty były już doszczętnie mokre i strach było myśleć o jutrze.

image

image

Dzień III
No i nastało jutro, czyli niedziela. Dziewczyny tego dnia wracają do Olsztyna (obó był już troszkę za nim), a ja z K-lifem idziemy dalej szlakiem. Zwinęliśmy obóz, doszliśmy do rozstaju i się pożegnaliśmy, dziękując za ciężki ale jakże miły czas spędzony razem w marszu i obozowaniu.
Postanowiłem dobić pod Złoty Potok. I udało mi się. Ostatnia para skarpetek mokra, więc nie pozostało mi nic innego jak znaleźć miejsce na kolejny obóz celem wysuszenia butów i skarpet. Teraz to stało się największym probleme. Na szczęście słońce zaczęło tego dnia przebijać więc od góry grzało ale od dołu wciąż mokro, a nawet mokrzej.
W końcu znalazłem odpowiednie miejsce. Pod skałką, w otworach której mogłem rozwiesić kij, na którym rozwiesiłem mokry ekwipunek. Pod spodem rozpliłem ognisko. Cudem wokół było mnóstwo suchych wiatrołomów. Woda skapująca ze skały, pop kropelce zapełniała menażki. K-alif po swoim posiłku spał już w namiocie. Ja pilnowałem ognia do końca susząc buty i skarpety. Do tego momentu musiałem chodzić boso ale stopy się przyzwyczaiły do śniegu. No i udało się. Wszystko suche. Po zjedzeniu gorącej kolacji, nałożyłem już suche skarpety, w śpiwór chop i kima. K-lifowi dodatkowo oddałem do przykrycia swoją kurtałę bo w nocy był mróz.

image

image

Dzień IV
Dzień czwarty jest taki, że doszedłem na drugi koniec Złotego Potoku, siedzimy na słońcu pod drzewem z K-lifem, grzejemy się i piszemy ten post. Zaraz ruszamy dalej.

Trzymajcie kciuki by pogoda (pełne słońce) się utrzymała, śniegi się roztopiły i to wszyto pozwoliło nam nadrobić czas. Bo początek był naprawdę ciężki. Choć wciąż jeszcze nie jest łatwo.
I wpłacajcie na schronisko, by to wszystko nie szło na marne.
Koszulki wszyskie wykupione? Smilie: :)

Do następnego wpisu.

Pozdrawiamy
Ekipa Vagabundog

Kategoria: Szlakiem Orlich Gniazd (charytatywna)

2 Responses to Dni I, II i III

  1. Hej!
    Trzymam mocno kciuki! Pogoda się Wam trafiła zimowa, ale – dacie radę! ;o)
    Więcej obrazków poproszę!
    Pozdrawiam!
    Wojtek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>