Podsumowanie marszu „Szlakiem Orlich Gniazd” 05.IV.2013 r.

IMG_0260

Na początku pragnę podziękować wszystkim osobom, które pomogły mi w zorganizowaniu tego marszu.

Dziękuję:
– żonie za pomoc i wsparcie, bez której marsz być może w ogóle by się nie odbył;
– lecznicy „Legwet” z Legionowa za przygotowanie i opiekę nad zdrowiem K-lifa;
– kolegom i koleżankom z forum „bezodpoczynku.pl” – za ich towarzystwo w trakcie marszu, za psie buty i za wsparcie słowem;
– „Gazecie Powiatowej” – szczególnie Pani Iwonie Wymazał za promocję medialną całego przedsięwzięcia i miejmy nadzieję następnych;
– „Fundacji Przyjaciół Braci Mniejszych” za współpracę przy tym marszu;
– wszystkim tym, którzy trzymali za nas kciuki, życzyli wytrwałości i zdrowia.

Dziękuję również osobom napotkanym po drodze:
Mikołajowi Gospodarkowi, którego porady dotyczące wybrania odpowiednich odcinków do przemierzenia były wielce pomocne;
– osobom z niesamowitego miejsca, jakim jest „Brandysówka” – gospodarstwo agroturystyczne położone w Dolinie Będkowskiej. Dzięki za wodę, karmę i… fajki. Smilie: ;)

I wreszcie największe podziękowania dla K-lifa, którego towarzystwo, pomoc w marszu i sama obecność na co dzień jest czymś ponad to wszystko. Wielki szacunek dla Ciebie  psiaku.
IMG_0014
CEL MARSZU
Nie zapominajmy jednak o samej idei marszu, jakim było zachęcenie ludzi do wpłat na rzecz budowy schroniska w Nowym Dworze Mazowieckim. Wszystko dla bezdomnych zwierząt, które to mają tak wielu wielbicieli wśród tylu dobrych ludzi. Nigdy nie wątpiłem w chojność ludzi. Filantropia sieje spustoszenie, a pazerność ludzka schodzi do lamusa… chciałoby się rzec. Cóż, z informacji jakie otrzymałem kwota uzbierana marszem to – 50 zł! Jesteście wielcy, wszyscy Ci którzy wpłacili choćny złotówkę z tych pięćdziesięciu złotych. Nawet dla tylu było warto iść. Mimo to wciąż gorąco zachęcamy do uiszczania datków na ten szczytny cel, jak również na zakup koszulek promujących wyprawę. Wyprawa się odbyła, ale szlak wciąż pozostał ten sam.
Poza tym jeszcze wszystko przed nami – wręcz cały świat.

A podsumowując sam marsz…

PLANY IDĄ W ŁEB
Jak już nie raz wspominałem – plany idą w łeb. Tak też było i tym razem.

Przybliżony dystans pokonanej trasy to 150 km – w dużym uproszczeniu. Uwzględniając małe skoki w bok dla rozbicia obozów, późniejsze cofnięcia się na szlak i kręcenia się niekiedy w jednym miejscu tam i z powrotem, można przyjąć W sumie jakieś 160 km marszu. Ilość dni była planowana do dni czternastu. Brałem pod uwagę jakieś dwanaście, wyszło ich dziesięć. Do tego należy wziąć pod uwagę fakt, że mimo planu ciągłego spania na dziko, obowiązkowe uzależnienie od terminu otrzymania przesyłki z karmą dla K-lifa  oraz lekki uszczerbek na kondycji mojej stopy, zmusiły nas do zakwaterowania się na okres dwóch dni. Jednak nie był to głupi ruch – ta regeneracja pomogła nam obu, w szczególności K-lifowi. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że marsz zaliczam do wielce udanych i niezapomnianych. Wrażenia i wspomnienia z niego pozostaną w pamięci na długo.
trasa_147km

POGODA JAKA JEST, TAKA JEST
W jakie przede wszystkim uroki opiewał marsz? Nie śmiem nie wspomnieć o ciętym dowcipie natury. Ta z początkiem nie była dla nas łaskawa. Matka natura, którą tak sobie z K-lifem cenimy dała się nieźle we znaki. Pierwsze dni nader zimowe i to chyba w najgorszym wydaniu. Śniegu mnóstwo, a co najgorsze brak silniejszych mrozów za dnia powodowały, że śnieg ten poza swoją grubą warstwą był mokry i bardzo ciężki do przemierzania. Temperatura wahająca się w granicach zera stopni Celsjusza nie była tym o czym marzyłem. Gdyby było trochę mroźniej – śnieg, jeśli nie bardziej zbity i zmrożony to byłby bardziej puszysty i lekki. To zmieniałoby zupełnie postać marszu. A tak mięśnie przestawały dobrze funkcjonować po naprawdę krótkich odcinkach. Tak było przez pierwsze dni właśnie. Krótkie odcinki pokonywane przez wiele godzin, mokre buty i przemoczone skarpety. Naprawdę sam start mógł człowieka wpędzić w niechęć i myśli typu „po kiego to było?”. Ale nie wpędził. Zbyt wiele „za” przekonywało mnie (nas) do maszerowania dalej.

IMG_0017IMG_0193IMG_0235IMG_0238

Jednak nie tylko zima nam towarzyszyła przez te dni. Mniej więcej od połowy marszu, od piątego dnia wiosna jednak zaczynała się do nas przedzierać. Nastąpiło to w okresie gdy akurat mieliśmy dwudniowy postój w Ogrodzieńcu. Ku naszej uciesze, bo dotąd naprawdę obawiałem się, że nie zaliczymy marszu w te czternaście dni. No, ale z odwilżą przychodzą kolejne uroki pogodowe – roztopy. Można rzec, że z deszczu pod rynnę. Ponownie martwić się przemoczonymi butami? Same odciski nie wystarczą? Wpłynęło to na to, że kilka odcinków musieliśmy pokonywać szosami. Wygodniej i bezpieczniej dla nóg. Jednak ci wszyscy zmotoryzowani… przemilczę komentarz dotyczący znacznej większości polskich „kierowców” (cudzysłów zamierzony). Czym bliżej mety, tym pogoda coraz milsza, cieplejsza i suchsza. Przy ostatnich odcinkach wręcz lato, a niekiedy nawet uroki jesienne gdy oglądało się fragmenty lasów, liści zeszłorocznych na glebie i bajor po roztopach. Ogólnie „cztery pory roku w dziesięć dni” – tak właśnie powinien się nazywać ten marsz. W sumie coś pięknego.

DACH NAD GŁOWĄ
Pomijając nieplanowany pobyt na kwaterze przez cały czas nocowanie odbywało się pod namiotem. Pierwsze obozy były mocno czasochłonne do zorganizowania. Odgarnięcie sporej ilości śniegu pod rozbicie namiotu, przeszukanie terenu wokół w poszukiwaniu drewna pod ognisko. Było sporo suchego, ale również trzeba było zbierać mokre, które dopiero należało odpowiednio porąbać i „pobatonować”, by w ten sposób  dostać się do suchszego jego środka. Ogólnie mnóstwo przy tym roboty. Ale jak już się to wszystko zrobiło – sama przyjemność korzystania z ognia, grzania się przy nim, suszenia nad nim ubrań była wielką nagrodą. Spanie w namiocie należało do naprawdę wygodnych. Karimata i płachta od podłogi, koc, ciepły śpiwór, kurtka, warstwy ubrań i grzanie się od siebie nawzajem dawały wystarczająco dużo ciepła by miło spędzać sen w niekiedy mroźne noce. Było tak miło, że w większości wypadków człowiekowi nie chciało się zwijać obozu by iść dalej. Siedziałby sobie tak najchętniej przez kilka dni. Warto wspomnieć, że jedną noc spędziliśmy razem z Kają i Polą pod nawisem skalnym. Gleba sucha, dodatkowo oblepione wejście murem ze śniegu, co zatrzymało wiatr – ten obóz był jeszcze bardziej ciepły od namiotowego, dzięki temu, że tak nie ciągnęło od ziemi. I obyło się bez ogniska.

0001 (1)IMG_0011

Zdjęcie0882IMG_0176

GŁODNY, NA CO (sz)CZEKASZ?
Na brak pożywienia nie narzekaliśmy. Prowiantu mieliśmy pod dostatkiem. Głównie były to zupy z ryżem, warzywami, kaszą ale również pieczywo, czekolada i inne potrzebne cukry, sole i przyprawy. K-lif miał przede wszystkim swoją wybraną suchą i pełnowartościową karmę. Pożywiony i naenergetyzowany był, a i do dźwigania miał lżej. Głodni nie chodziliśmy. Jadaliśmy najczęściej przy obozowaniu. Po rozpaleniu ogniska, na nim się przygotowywało posiłek, lub jeśli tego nie było, na własnej roboty, wykonanej z puszki po napoju kuchence na paliwo ciekłe (denaturat). Z kuchenki niekiedy zjadło się również posiłek za dnia, w przerwie marszu, gdy przyssało w żołądku lub potrzebowaliśmy zastrzyku energii. Wodę pitną mieliśmy ze sklepu. Jeśli jednak ta się skończyła i nie było możliwości jej zdobycia, tę wytwarzaliśmy z roztapiania śniegu, następnie odkażenia przy pomocy tabletek uzdatniających i nadmanganianu potasu. W ten sposób nigdy nie byliśmy spragnieni. Zima ma swoje plusy jak widać, wody pod dostatkiem, a i parę groszy w kieszeni zostaje.

IMG_0051Zdjęcie0874

ŚCIEŻKI, DROGI I BEZDROŻA
Jeśli chodzi (właśnie – chodzi) o rodzaj terenów po jakich przemierzaliśmy szlak, te były naprawdę zróżnicowane. Jak wyżej napisałem pogoda zmusiła nas również do przemierzenia iluś kilometrów szosami i drogami asfaltowymi. Choć i niekiedy szlak prowadził wzdłuż takiej drogi. Jednakże w większości były to drogi leśne i polne, przemierzane wzdłuż szlaków pieszych, rowerowych lub na przełaj i przecinkami leśnymi. Maszerowanie szosą, choć łatwiejsze nie daje tyle satysfakcji co marsz naturalnymi ścieżkami. Monotonia i harmider spowodowanymi jeżdżącymi samochodami nijak ma się do przyjemności maszerowania. Co innego gdy idzie się bezdrożami – wtedy człowiek czuje, że chodzi po świecie i może się tym światem w spokoju delektować. Jeden krok na asfalt i zatraca się tą przyjemność, a jeszcze gorzej jak wchodzi się do miasta. Miałem wrażenie jakbym wchodził do metalowej puszki pełnej rupieci i do tego potrząsanej jak grzechotka.

IMG_0026IMG_0196

IMG_0169 IMG_0203

Mam nadzieję, że powyższy tekst choć trochę zobrazował Wam vagabundogowy, psio-ludzki marsz.

I jeszcze trochę zdjęć do obejrzenia – dla poszerzenia doznań. Smilie: :)

Zdjęcie0862  0001 (2)Zdjęcie0870

0001 (3) 0001 (4) IMG_0001 IMG_0003 IMG_0006 IMG_0009 IMG_0015

IMG_0021 IMG_0022 Zdjęcie0878 Zdjęcie0881 Zdjęcie0884IMG_0024 IMG_0025 IMG_0031 IMG_0034 IMG_0041 IMG_0044 IMG_0046 IMG_0058 IMG_0060 IMG_0070 IMG_0071 IMG_0073 IMG_0077 IMG_0084 IMG_0087 IMG_0088 IMG_0097 IMG_0100 IMG_0102 IMG_0115 IMG_0120 IMG_0126 IMG_0130 IMG_0131 IMG_0136 IMG_0137 IMG_0156 IMG_0172 IMG_0174 IMG_0179 IMG_0185 IMG_0187 IMG_0188 IMG_0190 IMG_0200 IMG_0202 IMG_0204 IMG_0206 IMG_0208 IMG_0210 IMG_0213 IMG_0215 IMG_0218 IMG_0220 IMG_0225 IMG_0228 IMG_0230 IMG_0237 IMG_0242 IMG_0244 IMG_0246 IMG_0252 IMG_0255 IMG_0261 IMG_0262

Z pozdrowieniamiEkipa Vagabundog

Kategoria: Szlakiem Orlich Gniazd (charytatywna)

One Response to Podsumowanie marszu „Szlakiem Orlich Gniazd” 05.IV.2013 r.

  1. Ciężka wyprawa, szczytny cel – szkoda tylko, że nie przyniósła głównego, zamierzonego efektu czyli zebrania pieniążków na schronisko Smilie: :(
    Przykre, że tak łatwo jest kliknąć „lubię to” a tak ciężko zrobić przelew chociażby na 1 zł.
    Pozdrawiam i życzę dalszych, bardziej owocnych marszów.

One Response in another blog/article

  1. […] Więcej zdjęć z tej wyprawy możecie zobaczyć tutaj […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>