22-24.III.2013 r. – Zimowe Przywitanie Wiosny

W dniach 22-24 marca 201363 roku część ekipy Vagabundog powitała wiosnę w przepięknych ostępach Puszczy Bolimowskiej (woj. łódzkie).  Samo przywitanie wiosny jako powód wyjazdu można potraktować dość marginalnie, gdyż głównym celem był zlot użytkowników forum bezodpoczynku.pl. Spotkanie nastąpiło na dworcu głównym w Skierniewicach, skąd grupa składająca się z czterech osób podążyła piechotą w ostępy puszczy. Taki marsz to jedno z ulubionych zajęć K-lifa.

Pogoda w trakcie marszu byłaby iście wiosenna gdyby nie śnieg, mróz, wiatr i inne zimowe uroki. Po opuszczeniu (ku uciesze wszystkich) terenu zabudowanego i wejściu w las poziom nasycenia zimy podskoczył do jakichś 20-30 cm śniegu, jak to na wiosnę przystało.  Tak w ogóle… lepiej zapomnijmy o wiośnie, a trzymajmy się zimy – będzie bardziej wiarygodnie.
Po kilku kilometrach brnięcia w śniegu znaleźliśmy odpowiednie miejsce na rozbicie obozu, a za miejsce to posłużył nam rów przeciwczołgowy z okresu II wś. Godzina była już dość późna więc nie było czasu na wybrzydzenia, gdyż roboty przed nami sporo. Zresztą nie było co wybrzydzać bo miejsce było naprawdę zacne.

No więc rozpoczęlprzygotowanie obozuiśmy prace. Przede wszystkim przygotowanie miejsca: odgarnięcie śniegu, oczyszczenie ze zbędnych gałęzi, konarów, następnie zbieranie drewna na ognisko. Zbiórka drewna to ponownie dla K-lifa jedno z ulubionych zajęć. Ogniska każdy z nas już nie mógł się doczekać, przypomnijmy – wciąż jest zima. Po przytarganiu kilku wiatrołomów, głównie sosen uzbierało się odpowiedni zapas. Na noc wystarczy, a i na poranny ogień będzie. W międzyczasie udało się również skonstruować sypialnię – wg oceny wstępnej cztery gwiazdki zasłużone.

Gdy prace fizyczne ustały do poziomu mniej ruchowego, wieczorny spadek temperatury zaczynał już być odczuwalny. Tak więc nastała pora na przygotowanie ciepłego posiłku i gorącej herbaty. Kolejne ulubione zajęcie K-lifa. Po kilku godzinach gawędzenia przy ognisku, zajadania i zapijania różnych ogniskowych smakołyków przyszedł czas na spanie. W profesjonalnie przygotowanej sypialni wszyscy jak jeden żołnierz rozłożyli się w swoich śpiworach, kurtkach, futrach, kożuchach, pod kocami, na kocach, wszystko po to by wiercąc się przy tym i układając odpowiednio, przespać noc jak najcieplej i jak najwygodniej. A pierwszej nocy temperatura wynosiła -14 stopni. I tak minął pierwszy dzień zlotu.

Kolejny dzień jak się zaczął, tak mógłby się nie kończyć. Przede wszystkim z dwóch powodów. Pierwszy powód – pogoda była idealna. Czyste niebo, pełne słońce, widok zaśnieżonego lasu w tym wszystkim, cisza, spokój. Drugi powód – kolejna noc zapowiadana jest na -20 stopni. Pierwszy powód trochę potwierdza drugi. No, ale tak to już wczesną wiosną (czyli zimą) bywa. Wykorzystując pogodę, trzech z nas wyruszyło w teren na krótki marsz poznawczy. Ku wielkiej uciesze K-lifa, gdyż po mroźnej nocy i przy tak pięknym słonecznym dniu taki marsz to balsam dla ciała. Czwarty członek ekipy pozostał na ochotnika w obozie jako, że teren już znał, a na miejscu też było co robić.

W ciągu niecałych 4 godzin, po przejściu około 11 km zdołaliśmy obejrzeć wiele przepięknych miejsc i poznać fragmenty historii – głównie wojennej.  Natknęliśmy się na symboliczny cmentarz z okresu I wś., krzyż przydrożny skonstruowany z lufy poniemieckiego czołgu z okresu II wojny światowej, grób dwóch polskich żołnierzy z września 1939 roku – Krawickiego Jana i Opolskiego Jana. Na tablicy grobu wykuto ich ostatnią wolę „Powiedzcie, że nie byłem tchórzem”. Te wszystkie miejsca znajdują się w tak przepięknym naturalnie otoczeniu, że trudno to opisać słowami. Pogoda tego dnia i zaśnieżony teren tylko to potęgowały.

28Spotkaliśmy również po drodze świetnego konia. Do dzisiaj nikt nie jest pewny jego rasy – wydaje się, że to Kuc szetlandzki i to w dość rzadkim, siwym umaszczeniu. Ale nie znamy się aż tak na koniach by to potwierdzić. Może na zdjęciu ktoś z czytelników prawidłowo zidentyfikuje rasę? Warto wspomnieć, że dla K-lifa była to nader interesująca część spaceru. Przed standardowymi wzrostem końmi czuje ogromny 22respekt, ale przy kucu i jego wzroście, psiak nabrał werwy i dość mocno pyskował. A kuc psa olał.

Wróciliśmy do obozu, a tam czekało na nas miłe zaskoczenie. Kolega odwalił naprawdę kawał dobrej roboty. Drewna na opał w bród, miejsce ogniskowe (już na spokojnie przygotowane) wysprzątane, ziemia wyklepana, ogarnięta ze zmarzliny, naprawdę miło. Rozpoczęło się przygotowywanie posiłków i powolne szykowanie się do kolejnej nocy. Ze względu na K-lifa i mroźniejszą noc, która ma mieć -20 stopni został rozbity namiot. Podłoga w sypialni obłożona została wszelkiej maści izolatorami pomagającymi utrzymać cieplejszą temperaturę wewnątrz. W ruch poszedł koc, śpiwór, karimata, folia NRC i reszta rzeczy, a sam namiot nagrzewał się w słoneczku. Zbędnie, gdyż po zachodzie słońca żadne ciepełko nie utrzymało się tam dłużej niż minutę. Aż do momentu wejścia do namiotu wtulenia się w siebie i nagrzania sypialni. A wejście do sypialni nastąpiło około dwudziestej trzeciej. Marsz wykonany za dnia, choć krótki był dość wyczerpujący, wysprzątanie obozu również, tak też sen ogarniał już każdego.

33Kolejny i ostatni dzień nastał dość wcześnie, gdyż około szóstej rano. Jeden z nas wstał już nawet po piątej. Mroźna noc dawała się jednak trochę we znaki. Współczułem reszcie ekipy, gdyż przyznać trzeba, w namiocie otwartego dostępu powietrza nie było, a to już bardzo wiele przy takich temperaturach. Na szczęście wszyscy przeżyli, rozprostowali kości, rozgrzali się przy porannym ognisku, herbacie i śniadaniu. Nastał czas pakowania, sprzątania i porządkowania miejsca naszego obozu. Po tych czynnościach opuściliśmy tereny leśne i szosą oraz mniejszymi uliczkami doszliśmy z powrotem do dworca w Skierniewicach by stamtąd rozjechać się do domów.

37

Był to niezapomniany weekend. Zarówno dzięki skrajnie zimowej pogodzie, szczególnie w tym wiosennym już okresie kalendarzowym, ale przede wszystkim był to niezapomniany weekend dzięki rewelacyjnemu towarzystwu i ciepłej atmosferze, której nawet i syberyjskie mrozy by nie zaszkodziły. Dzięki chłopaki i do zobaczenia w terenie! Smilie: ;)

Z pozdrowieniami
Ekipa Vagabundog

Kategoria: Spacerniaki, Zimowe Przywitanie Wiosny - 22-24.III.2013r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>